Są ludzie, którzy od dziecka mają wrażenie, że stoją jakby pół kroku obok.
Niby są „tu”, ale coś nie do końca się zgadza.

Patrzysz na świat, na tempo, rozmowy, ambicje, na to, co innych napędza –
i czujesz, że nie potrafisz w to wejść tak naturalnie, jak oni.

Nie dlatego, że jesteś lepsza czy gorsza.
Po prostu… inna.

Czasem to uczucie wraca w najmniej spodziewanym momencie.
W pracy, wśród znajomych, nawet w rodzinie.
Myśl: dlaczego ja tak tego nie czuję?
Dlaczego mnie to nie cieszy, nie motywuje, nie wciąga?

I bardzo często za tą myślą idzie następna, znacznie trudniejsza:
czy coś jest ze mną nie tak?

Inność nie zawsze krzyczy. Często jest cicha.

Inność rzadko wygląda spektakularnie.
To nie zawsze bunt, odwaga, chodzenie pod prąd.

Częściej to:

– szybkie zmęczenie hałasem świata
– potrzeba sensu tam, gdzie inni widzą tylko obowiązek
– wrażliwość na niuanse, których nikt nie zauważa
– głębokie przeżywanie rzeczy „zwyczajnych”
– trudność w udawaniu, że coś jest ważne, kiedy tego nie czujesz

To też potrzeba ciszy, przestrzeni, prawdziwych rozmów.
I poczucie, że powierzchowność męczy bardziej niż wysiłek.

Taka inność bywa niezrozumiała.
Nie tylko dla innych – przede wszystkim dla nas samych.

Dlaczego tak bardzo chcemy „pasować”?

Bo od małego uczymy się, że dopasowanie daje bezpieczeństwo.
Że jeśli będziemy tacy jak trzeba, łatwiej będzie przetrwać.

Więc próbujemy:

– przyspieszyć, choć ciało prosi o zwolnienie
– chcieć tego, co „powinno” się chcieć
– nie zadawać zbyt wielu pytań
– nie być „za wrażliwą”, „za głęboką”, „za cichą”

I z czasem zaczynamy myśleć, że problemem jest nasza inność,
a nie świat, który nie zawsze ma miejsce na nią.

Ale może to nie Ty nie pasujesz.
Może to miejsce, w którym próbujesz się zmieścić, nie jest Twoje.

„Nie z tego świata” nie znaczy „nie na miejscu”

To uczucie obcości często nie oznacza oderwania od rzeczywistości.
Częściej oznacza większą uważność.

Widzenie tego, co pomijane.
Czucie tego, co niewygodne.
Zatrzymywanie się tam, gdzie inni biegną dalej.

Osoby, które czują się „inne”, często:

– szybciej wyczuwają przeciążenie
– głębiej reagują na brak sensu
– nie potrafią długo funkcjonować w sprzeczności ze sobą
– potrzebują autentyczności bardziej niż aprobaty

To nie są wady.
To są cechy, które w hałaśliwym świecie bywają trudne do uniesienia.

Ciało często wie pierwsze

Jeśli czujesz, że „tu nie pasujesz”, warto zapytać nie tylko głowę, ale i ciało.

Bo ciało bardzo szybko reaguje na życie niezgodne z nami:

– napięciem
– zmęczeniem „bez powodu”
– rozdrażnieniem
– potrzebą wycofania
– uczuciem, że wszystko jest „za dużo”

O tym, jak ciało sygnalizuje przeciążenie, pisałam szerzej w tekście
👉 Jak ciało reaguje na przeciążenie.

Czasem poczucie bycia inną nie jest problemem do rozwiązania,
tylko sygnałem, że za długo próbowałaś być kimś, kim nie jesteś.

Może nie trzeba się naprawiać. Może trzeba się usłyszeć.

Świat bardzo lubi proste odpowiedzi:
zaufaj sobie, bądź sobą, wszystko jest możliwe.

Ale dla kogoś, kto całe życie czuł się „obok”, to bywa za mało.

Czasem pierwszy krok nie polega na akceptacji inności,
tylko na pozwoleniu sobie na pytanie:

– gdzie próbuję się zmieścić kosztem siebie?
– co tak naprawdę mnie męczy, a co tylko „powinno” mnie cieszyć?
– czego mi brakuje, kiedy czuję się obca?

To nie są pytania na szybkie odpowiedzi.
To pytania na proces.

Inność nie musi być samotna

To, że czujesz się „inna”, nie znaczy, że jesteś sama.
Często oznacza tylko, że potrzebujesz innych warunków, innych relacji, innego tempa.

Takich, w których nie trzeba się tłumaczyć z ciszy.
Z wrażliwości.
Z potrzeby sensu.

Czasem nie chodzi o to, by w końcu dopasować się do świata.
Czasem chodzi o to, by znaleźć – albo stworzyć – miejsce,
w którym Twoja inność przestaje być problemem,
a zaczyna być domem.

Małe kroki wystarczą

Nie musisz od razu wiedzieć, kim jesteś i gdzie pasujesz.
Nie musisz mieć gotowej odpowiedzi.

Czasem wystarczy:

– zauważyć, że coś Ci nie służy
– dać sobie prawo do innego tempa
– przestać się poprawiać na siłę
– zrobić jeden mały krok bliżej siebie

Od tego zaczynają się kroki ze sobą.
Nie od definicji.
Od uważności.

I może właśnie dziś to wystarczy.